sobota, 14 lipca 2012

polskie chamy, bójki w domu i policja

Chciałam się tylko pożalić, że nigdy przenigdy nie mieszkajcie za granicą z żadnymi "krajanami". Nie utrzymujcie kontaktów z przerażającą większością "Polonii" i broń boże nie uczestniczcie w ichnich libacjach.
Przez absolutny przypadek (za wczesny powrót do domu) zostaliśmy wmanewrowani z bójki, bardzo niechciane zaloty, nachodzenia w pokoju, pijackie śpiewy, zalana krwią podłogę, odważnymi sąsiadami, którzy dzwonią na policję i rzeczoną policję.
Składanie zeznań w stresie, po angielsku, na schodach własnego miejsca zamieszkania, BEZ stanika! w starej koszulce i z rękawami na wierzchu oraz wściekle czerwonymi włosami, powtarzanie "dobremu i złemu glinie"(o taaak, bawili się w to), że Wilk absolutnie nie bił nikogo grabiami przed domem oraz zastanie się w cichej , wewnętrznej histerii - oto moja sobota.
Dodam, że t sobota była jedynym dniem od miesięcy kiedy mieliśmy mieć romantyczny wieczór z Wilkiem  z pizzą i filmami i całkiem pustym domem...
Cóż...cóż.
Miałam nie uprawiać głębokiej prywaty i wynurzeń na tym blogu, ale z racji tego, że absolutnie nie mam z kim porozmawiać i płakać , szlochać na ramieniu - uskuteczniam te wyznania tu. Przykro mi. Teraz wkleję obrazek na poprawę humoru. Mojego.

Wkleiłam. Dobranoc.

wtorek, 10 lipca 2012

Gdzie jemy/pijemy w Oslo

Tyle ciągle wrzucam tych zdjęć kaw/jedzenia, że równie dobrze mogę się podzielić swoja wiedzą na temat tego, gdzie możecie wpaść na kawę/smoothiesa/śniadanie/muffinkę/etc.etc. gdybyście kiedyś "zabłądzili" do Oslo :)
Pomijając fakt, że Oslo jest 1 lub 2 najdroższym miastem na świecie (nigdy nie wiem, ciągle zbieram sprzeczne info) i musicie się przygotować na to, że za dużą, fajną kawę i jakieś ciacho, w dobrej kawiarni zapłacicie ok 100 koron. Plus minus. Czyli jakieś 5 dych. Plus minus.
Zwykłe kawy takie "w biegu" przed pracą to jakieś 20-30 koron. Dostaniecie je praktycznie w każdym ichnim kiosku. Jak Narvesen czy 7eleven czy Deli de Luca itp. Sklepiki te praktycznie można znaleźć na każdej ulicy, centrum jest wręcz nimi obłożone i nie ma opcji, że ich nie zauważycie. Kultywowana w nich jest samoobsługa czyli sami sobie dusimy guzik w ekspresie ;) Można kupić do tej kawy np. bolle (ichnie bułki na słodko) polecam z czekoladą - poezja(przeważnie są ciepłe) i wtedy zazwyczaj są jakieś rabaty na łączny zakup kawy i "bolli" bądź kawy i 3 bolli, o!

Jeśli już jednak chcemy sobie kulturalnie klepnąć z tyłkiem i spożyć jakąs lepszą kawe z pianką, cynamonem, śmietanka blablabla to z mojej strony polecam Kaffeebrenneriet i Wayne's Coffee. W tej pierwszej mają świetne latte, a w drugiej zabójcze frappe karmelowe ( i bułeczkę cynamonową!!) Sami sobie słodzimy, cynamonimy, dodajemy kakao do woli, w kąciku kawiarni, po otrzymaniu upragnionej kawy. Oprócz kaw itp. jak już wspomniałam maja też spory wybór słodkości. Mnóstwo muffinów(wszystkie pyszne), bułeczek, serniczków. Jest też coś "na ostro" czyli tak naprawdę po prostu nie na słodko i są to różne sałatki lub kanapki z kiełkami, kurczakiem, serami, do woli co tam się chce. Pieczywo przeważnie pełnoziarniste.

Kiedy jesteśmy nieco bardziej głodni albo ja jestem przed okresem (czyt. nie ruszę nic słodkiego) to póki co mamy 3 opcje:
- Night Hawk Dinner - już opiewany przeze mnie w innym poście. Godny epopei narodowej, większej niż Pan Tadeusz. Miałam przyjemność zjeść tam sałatkę cesarską z kurczakiem (miód), spróbować szejka waniliowego(poezja), a także skonsumować olbrzymie i najlepsze śniadanie jakie jadłam kiedykolwiek. Do tego ginger ale i jesteśmy w niebie. Ceny mają adekwatne do Oslo, ale w ogólnym rozeznaniu nie są one porażające (nie przeliczajcie na złotówki, bo dostaniecie udaru). Za śniadanie dla 2 osób- naprawdę duże(zdjecie poniżej)kawę (nieskończona dolewka <3)  wspomniane już ginger ale z limonką zapłaciliśmy niecałe 400 koron. Wiem, wiem jak to wygląda po przeliczeniu na złotówki. Ale jak sobie uświadomimy, że średnia płaca tutaj to jakieś 20-30 tys.koron miesięcznie to naprawdę nie wychodzi tragicznie. czasem można :)

- bary sushi. Dotychczas byliśmy chyba w 3 lub 4 i wszędzie było jak najbardziej spoko. Po żadnym nie było rewolucji żołądkowych czy skamieniałych min w trakcie jedzenia. Pokusze się więc o stwierdzenie, że gdzie by sie na to sushi w Oslo nie poszło - będzie dobrze. radzenie kierować się specjalnie wyglądem lokalu. Że jak fensi wystrój i bambus w tle to będzie lepsze od tego gdzie na wystawie mamy chiński lampion i reklamę coca coli. Jasne, mood w trakcie jedzenia jest ważny. Ale spróbowaliśmy zarówno tych fensi jak i chińskich lampionów ( pamiętając, że sushi to niespecjalnie Chiny ;) ) i było tak samo smaczne, jak nie nawet lampiony lepsze. Na naszą dwójkę taka sushi wyprawa to jakieś 150 koron z piciem, ale my przeważnie nie idziemy tam wielce głodni. Bardziej na "smaka". Myślę, że na głodniaka i we dwójkę to 250 koron styknie.
Wskazówka oczywista : im bardziej w centrum tym wyższa cena. Nawet o 50 koron. Było nie było. Warto uskutecznić 10 minutowy spacer w głąb jakiejś dzielnicy :)

- tureckie bary. Szybko, w miarę tanio, smacznie. Na Gronlandzie oczywiście jest tego najwięcej. Multi kulti dzielnica wita całym szeregiem takich knajpek czy barków. My mamy swój ulubiony w samiutkim centrum. W takiej nazwijmy to "rotundzie" trudno przeoczyć ten okrągły budynek z knajpkami, kawiarniami i... dewocjonaliami.  Obsługa jest męska i turecka ;) jak mniemam.Porcje są duże, warzywa świeżutkie, dania wegetariańskie i wegańskie też. Dwie osoby za 200 koron nafutrują się aż miło.

 Wszędzie bez problemów język angielski. Weganie/wegetarianie/bezglutenowcy będą zadowoleni, bo w kawiarniach, o których pisałam znajdą coś dla siebie. Ceny - wiadomo. Podałam. Na realia polskie to jakiś kosmos, ale jak się jest tu na miejscu i zarabia/żyje to jest ok.
Ja, niestety przywykłam do kawy na mieście i burżujsko, moja własna w domu już mi nie smakuje.
Świetne też jest to, że każdym z tych "kiosków" jak Deli de Luca czy inne 7eleven podgrzeją Ci jedzenie. Kanapkę, ciastko czy kurczaka po chińsku :)
Będę dalej zgłębiać w miarę możliwości finansowych :D , miejsca w Oslo i się podzielę informacjami, bo skąd inąd wiem, że sporo z Was sobie tak myśli o choćby wizycie w mieście wikingów :)

                                    Śniadanie najthołkowe. Tosty, domowej roboty pikantna kiełbaska (mięso organiczne!), dwa jajka-dowolny styl, frytki(ale takie prawdziwe!), chilli <3, bekon i trochę zieleniny. Wciągnęłam dokładnie takie samo.
                                                  Ginger Ale z limonką - coś pysznego!
            Cynamonowa muffinką - bułeczka i mocca. Kubki sa olbrzymie, myślę, że trochę mniej niż pół litra mają. Trochę. Wayne's jak widać napis na kubasie.
                                    Bad boys tattoo jak widać, gdzie wskazuje drogowskaz ;)
                           Mokry kot, mokry kot. Czyli Grubalda po spacerze.
                                          Grubalda i Jej magiczny dywan.
                                  To konkurencja dla kota, który przemierza kosmos na syntetyzatorze.
                                                                <3



piątek, 6 lipca 2012

FILMIK PROMOWY (w sensie na promie, a nie z "promu" w sukni i limuzynie.

Nakręciliśmy filmik.
Nie, nie porno Sandra.
Filmik z wyprawy tramwajem wodnym(promem) na wyspę. Wyspy w sumie. W sumie to zrobiliśmy sobie rundkę bez wysiadania. Możecie usłyszeć nasze ciężkie rozkminy na ten temat: wysiąść czy nie wysiąść, oto jest pytanie. Udokumentowane też jest jawne grożenie mi śmiercią przez utopienie-miejcie to na uwadze, jeśli nagle przestane zamieszczać wpisy na blogu bądź tumblr. Oraz mój popisowy taniec pod koniec. Enjoy!
Oczywiście usilnie się prosi o:
-niezwracanie uwagi na moją fatalną wadę wymowy
-niezwracanie uwagi na moje pomarańczowo-zielonkawe kudły
-niezwracanie uwagi na moją wybitną nie-fotogeniczność filmową (aktorką nie zostanę, Lindsay - Twoja pozycja jest niezagrożona)
No :)


Poza tym dołączam parę fotek z Wilkiem, ale Wilkiem Morskim i zdjęcie z naszego wczorajszego dnia, wyprawy 30 km za Oslo do Cioci Tereski, możecie nam zawiścić i zazdraszczać.


Oto film, niegodny Oscara.
Lunch time! Krewetki i chlebuś-jesteśmy bardzo norwescy.Sami obieraliśmy!






środa, 4 lipca 2012

HC Hipster i Bygdoy

Nastał lipiec, co wiąże się z następującym:

- mniejsza ilość pracy for moi (bywa drastycznie w lipcu - Oslo pustoszeje, zostają turyści i ci, którzy jak ja mają wakacje w sierpniu)
- powyższe rodzi fakt większego uskuteczniania szwędu po mieście, zwiedzania muzeów :D (lubię!)/eksploracje nowych knajp z jedzeniem (wciąż nie byliśmy sie alkoholizować!)
- został miesiąc do wylotu do Belgio-Holandii i jaram się niemiłosiernie.

Byliśmy wczoraj tak z wyskoku na Bygdoy. To półwysep w Oslo. Jaśnie rodzina królewska ma tam letnią posiadłość, znajdziemy tam też całkiem fajowskie muzea i.... tabuny turystów. Staramy się wyglądać bardzo norwesko i mało turystycznie - chyba nam się udaje.Wilk robi to pierwszorzędnie. Mnie trudno Wam to udowodnić, bo to ja robię zdjęcia głównie, a nie są one robione mi (ukłony w stronę mojej bardziej owłosionej połówki)
Tak więc napadliśmy na muzeum morskie. Statki, okręty i takie tam. Jak ktoś nie ma w tym zainteresowania to raczej zachwycony nie będzie. Syrenki żadnej nie widziałam :(, aleeeeeee znalazłam coś dla siebie - rzeźby, które zdobiły dzioby okrętów. Naprawdę dobra rzecz. Z racji raczej niespodziewanej podróży na Bygdoy dysponuje jak zwykle, tylko fociami z telefonu. Naprawdę jak mam brać tę kolubrynę ze sobą....

Nazbierałam też muszelek, ponieważ mam plan tworzyć.

Potem udaliśmy się na rajd po "skejt szopach", gdyż Wilkowi padają Jego piękne buty. Boleje nad faktem, bo napis Creature rodem z Potwora z Czarnej Laguny, podbił moje serce.
Z butami jest tak, że ich nie ma,
Znaczy są, ale nie takie jak chce Wilk. Jesteśmy w sumie obydwoje za mało "faszyn", żeby  być zadowolonymi z oferty. Zestawienia kolorów bywają tu dobijające. O takim pięknym combo jak zieleń i czerń można pomarzyć. Tak czy siak w jednym ze sklepów była przemiła, przeurocza dziewczyna (piękne tatuaże!), która oświeciła nas w zakresie sklepów w Oslo, a także dała namiary na 2 internetowe. Oficjalnie pozachwycała się moim rękawem (gloria i chwała).
Mamy/mieliśmy się też udać dziś do 1969 tattoo, ale Wilk jakoś niedomaga i własnie zerkam na Niego i się zastanawiam (Boże, zjadłabym tosty...)
Generalnie to tyle w temacie. Standardowo odliczamy dni do wakacji i cóż... cóż.No.


                                       Tu mamy look na naburmuszonego HC Hipstera.

                        Tu dowód na miłość kocio-wilczą.
  Buuurrritooooooooooooooo <3 <3 Ostatnio bardzo uskuteczniamy wszelką kuchnię meksykańską. W sensie Wilk uskutecznia robienie - ja spożywam. Mimo wszystko, nie dałam się zagnać do kuchni.

 Pan Pirat dziobowy.  ^ Nawet przepaska na oku i kółko w uchu jest!

niedziela, 1 lipca 2012

rekin do mycia naczyń

 Tak na szybko :

Tak sypia Carówna Grubalda. ma swoją własną kołdrę na naszym łóżku. Planujemy baldachim.Dla Niej...
 Ten oto zakup z wczoraj wprawił mnie w najlepszy humor na świecie. Ten ceramiczny rekin, który "trzyma" szczotkę i gąbkę do mycia naczyń przeznaczony jest do naszego przyszłego/nowego mieszkanka <3
  Kubek Prawdziwego Wikinga. Bo każdy Prawdziwy Wiking pija kawę.
 Zmarznięci, z bolącymi stawami i kośćmi, bo nadchodziła burza (starość nie radość, mówię zupełnie serio...), mało wyjściowi, ale..my.

środa, 27 czerwca 2012

Kupiłam bilety i jestem hipsterką

Bilety do Brukseli zabukowane.
Planowy lot: 6 sierpnia 
 <rzesza serduszek, motylków, pegazów, troskliwych misiów, lizaków i trzy albo nie! 4 tęcze!>

Został mi nieco ponad miesiąc do wakacji. I dobrze, bo między Bozią, a prawdą - ledwo zipię już.
Teraz mogę się zając kupowaniem "norweskich prezentów" dla Mamy i Siostry oraz dalszym treningiem, nabieraniem formy i mięśni, a gubieniem tłuszczu, żeby ukazać się po roku niewidzenia z wyżej wymienionymi, jako ta wytatuowana bogini, czesana wiatrem i morska bryzą ( to taki ukłon w stronę Oslo)
Byle nie turbulencjami.
Bo ciągle o nich myślę.Mówiłam, że się panicznie boję latać? Nigdy nie miałam tego problemu, aż do teraz. Im częściej latam tym bardziej się boje... Niedopsz.
Tak poza tym to macie obiecane foto hipsterskiej mnie oraz lodów w porcie < tak, tak to Mövenpick !>
Oczywiście orzech włoski i syrop klonowy oraz jakieś tam inne tuczące grzechy. tak a propos mojego gubienia tłuszczu ;)




wtorek, 26 czerwca 2012

Menel Tattoo 2012 iii meduzy

Wczoraj była straszna ulewa (zaczyna sie dramatycznie)
Siedziałam sobie na przystanku, tak w tym deszczu. Radośnie przemoknięta, napieprzało jak zły, ale nadal było ciepło. Podsiadł się jakiś starszy koleś. Cóż...nazwijmy Go Panem Menelem. Pan Menel zrobił to co czego wszyscy my w słuchawkach na uszach nienawidzimy czyli zaczął konwersacje. W najgorszym możliwym języku: norweskim menelskim. Czyli bardzo pijanie i nieskładnie mówił do mnie po norwesku. Matko Bosko.
Uprzejmie poinformowałam Go, iż angielski jest wymagany w tej sytuacji.
Postanowił się dostosować. I tak oto miałam miłego rozmówcę norwesko-angielsko-menelskiego...
Panu generalnie chodziło ( a jakże!) o moje tatuaże. Na migi  wyraził aprobatę, poparł to sympatycznym w zamyśle, jak mniemam chrząknięciem, po czym pokazał mi swoje rękawy! I tu Moi Drodzy niespodzianka roku! Otóż dawno na żywo nie widziałam takie dobrego oldschoolu i tak soczystych kolorów! Nie sądzę, żeby były robione tydzień temu, a kolory aż biły po oczach. W innej sytuacji (czytaj: trzeźwej i angielskiej) spytałabym gdzie/co/jak, ale cóż. Miło się pożegnaliśmy i..wsiedliśmy do tego samego autobusu ;)
No to taka ciekawostka.
Postanawiamteż pochwalić się moją nowa koszulką. Pałam do niej miłościa namiętną za grafikę.(własnie sobie uświadomiłam, że mam tu minę jak kompletny ritard, ale przecież nie to jest istotne so..deal with it, tj. z ta miną)


Pokazuję Wam meduzy <3 <3 <3 a jakże!Portowe :)


A także standardowo już Wilka, skoro Go mam i jest taki ładny.

                    Tu Wilk jest gentlemanem, ponieważ (tak, obie nogi/stopy na focie to jego) rozciąga mi przymaławego buta na Aker Brygge i zupełnie się nie wstydzi :D
Chciałam jeszcze pokazać Wam moje hipsterskie oblicze oraz miłość kocią, ale niestety Wilk ma na telefonie, a zarówno telefon jak i Wilk są w pracy. Kiedy indziej.