...CMENTARZE. Olśnilo mnie ostatnio, bo własnie tak to jest. W jakimkolwiek kraju na swiecie bym nie byla, w jakim to miescie nie mieszkala, jest zawsze to jedno, jedyne miejsce, gdzie mnie ciągnie. Gdzie po przekroczeniu bramy czuje absolutny, relaksujacy spokoj. Cos jak powrot do ogrodu dziadkow, kiedy to dojrzaly juz jablka i wiesz, ze zaraz babcia zacznie piec szarlotke i na taka oto jedna, mala chwile caly swiat sie zatrzymuje. Czas nie istnieje, a Ty jestes "uwieziony" w bezpiecznej bance.
Cmentarze. Uwielbiam cmentarze. Gdy stwierdzilam ost. iz na cmentarzu czuje sie jak w domu, Moja Osobista Rodzicielka nazwala mnie upiorzycą.
Musze przyznac, ze na ta randke szykowalam sie jak ostatnia pindzia. Od stop do glow odziana w rozne odcienie czerni(nikt nie wiedzial, ze bikery kryja zielono biale skarpetki z Kubusiem Puchatkiem...), podekscytowana cala droge, wkroczylam na starutki cmentarz w samym sercu Tilburga. Zadna pora roku nie nadaje sie bardziej na takie wizyty niz jesien. Pazdziernik jest wybitnie jesienny, tak wiec czegoz chciec wiecej. Troche przykro, ze te wszystkie cudownosci moglam uchwycic tylko za pomoca smartfona, no i ze bylam raczej malo gotycka (chociaz meski tiszert z trupia panna mloda oscylowal w odpowiednich klimatach). Idealem by bylo, gdyby cmentarz byl sporo wiekszy. Ten "moj" mozna bylo spokojnie przejsc z 20 minut. No i drugi minus, ze takie wizyty powinno sie odbywac na spokojnie, samemu moze nawet...ja za plecami mialam siostre i Prawie Malza, ktory nucac gniewne melodyjki z roznych kreskowek, nazywal mnie "Krazaca Walkiria", co specjalnie nie koresponowalo z nastrojem, ktory chcialabym uchwycic i podtrzymac na dluzsza chwile. Tak czy owak. Uparlam sie. Pojechalam. Pospacerowalam. "Ukradlam" pare zdjec. Z wielka nadzieja, zrzucalam je na laptopa, liczac ze moze ujrze jakies zablakane orby, ogniki albo dziwne smugi. Mysle jednak , ze walkiriowy Sebastian skutecznie przeploszyl mi wszelkie zjawy. Niestety.
Tak czy owak nadal zyje(po pewnych trudnosciach), trwam i jesiennie tesknie, ot.
Ta glowa Jezusa sprawiala niemozliwie upiorne wrazenie. Wynurzajac sie jakby znikad, z calkowiciej czarnej tafli, zdjecie oddaje moze 10% sprawiedliwosci temu jak bardzo bylo to niepokojace.
Nagrobek z szybą. Nawet widac jak sie troche odbijam. Nie mam pojecia czy kompozycja za ta szyba zostala zniszczona przez czas czy moze wlasnie o taki efekt chodzilo.
Czaszki, czaszunie everywhere.
piątek, 4 października 2013
czwartek, 18 lipca 2013
Mazidła, pachnidła czyli ujawniam czym się paćkam. Part I - WLOSY
Troche sie zabieralam za ten post. Od miesiecy w sumie. Nie jestem jakims ekspertem. Jakas maniaczka kosmetyczna(dobra, troche jestem przy temacie kudlow). Odkad wybylam zagranicznie moja swiadomosc kosmetyczna, ze tak ujme nieco sie podniosla. Zwracam uwage na pewne rzeczy, ktore wczesniej mialam gleboko gdzies. Nie kupuje juz w Rossmannach (chyba, ze lakiery do paznokci, ktorymi packam po metalowych tunelach).
W Norwegii nauczylam sie dbania o skore i wlosy na wyzszym levelu. Sprzatajac domy innych ludzi, mialam swobodny wglad w szafki z kosmetykami, co moje baczne oko zawsze wychwytywalo i kodowalo w pamieci. Niektore z Pan, oddawaly mi rowniez kosmetyki, ktore im nie przypasily, uczulaly lub cos innego wiec mialam przyjemnosc probowania na sobie czegos, na co zazwyczaj nie wydalabym az tyle kasy. Koniec koncow jednak nauczylam sie, ze faktycznie w tych przypadkach cena szla w parze z jakoscia i skutecznoscia.
Niestety mam jakas dziwna skore i zadne L'oreale, Garniery czy inne tego typu rzeczy nie sprzyjaja mojej cerze. Zazwyczaj zatykaja mi pory i natychmiast moja twarz pokrywa sie warstewka potu (true story!) czego nienawidze - jak latwo sobie wyobrazic.
Jestem tez zwolenniczka wersji : zrob to sam lub eco. Produkty jak najbardziej bazowe, ogrodkowe, kuchenne i co tam jeszcze.
Ok. Zacznijmy od mojej obsesji - WLOSY. Wlosy sa bardzo wazna skladowa mojej osoby. Jak to kiedys pewien osobnik plci meskiej mnie podsumowal: "Kobieta idealna: wytatuowane cycki z dlugimi, rudymi wlosami." Tak... pomijajac fakt, ze akurat "cyckow" nie mam wytatuowanych i nie planuje (mysle, ze chodzilo calosc ja=kobieta=cycki), rude wlosy - opcjonalnie od momentu jak bawie sie tonerami. tak czy siak. Gdzie jestem ja, tam sa najpierw wlosy. Nie oszukujmy sie. Wszyscy je kochacie. Te moje wlosy ;) Zbieralam zawsze mnostwo komplementow za nie, na ulicy, od obcych. Tak zawsze bylo i poki co - nadal jest. od 16 roku zycia farbuje je rytualnie co miesiac-poltora. Zwykle drogeryjne farby. Zmienilo sie to 2 lata temu, gdy zaczelam uzywac tych fryzjerskich, a calkiem juz przestalam ponad 1,5 roku temu - tonery. Jedyne co to rozjasniam odrost. I tyle.
-Szampon. Szczerze mowiac - byl jaki, bez silikonu i najlepiej przezroczysty. Ma myc i tyle. Raz na ruski rok uzyje przeciwłupieżowego - profilaktyczni.
- Odzywka. Tu juz zaczynamy. Odzywke klade ZAWSZE. Nie ma opcji, zebym rozczesala wlosy bez tego specyfiku. No nie ma. Jak z jakiegos powodu nie mam odzywki (atak zombie, puste sklepy, porwanie i zostawienie mnie w lesie bez odzywki itp) nie rozczesuje wlosow. I juz. Schna sobie same. Z odzywkami nie szaleje. Takie sklepowe moga byc. Chodzi glowie o fakt, zebym bez klopotu rozczesala kudly. Jakies L'oreale sa w porzadku, aleeeee oni sa krolami jesli chodzi o testowanie na zwierzetach - staram sie wiec unikac tegoz. Lubie uzywac intensywnej maski firmy Aussie - do dlugich wlosow. Spisuje sie wysmienicie. I naprawde fantastycznie rozczesuje po tym wlosy. Chociaz to niby maska- ja uzywam tego jak odzywki - po kazdym myciu. Zauwazalna roznica na wlosach.
- maski - fryzjerskie. Tu nie szczedze grosza. Linie fryzjerskie sa naprawde spoko. W Oslo kroluje Redken, naprawde w porzadku produkty. Staram sie tez aby nie mialy jednak silikonu, ktory na dluzsza mete wysusza kudly, no ale to juz wiemy od dawna. Maski stosuje 1-2 razy na tydzien. I ZAMIAST odzywki. Nie przeciazam wlosow.
- inne. Inne to np.olejowanie lub zwykle wcieranie olejkow w koncowki. Uzywam zwyklej oliwy z oliwek, podobno olej kokosowy tez sie swietnie spisuje. Z Oslo przytargalam sobie olejek marokanski do wlosow - zabojczo piekny, gleboki, zapach. Az chce sie pasek z monetami zalozyc na biodra i krecic tylkiem do dzwiekow jakichs piszczalek.
Packam tym wlosy zaraz po umyciu, w dolne rejony, jeszcze na mokro. Zostawiam. Ewentualnie wcieram w suche - naprawde pieknie pachna pozniej caly dzien.
Ostatnio tez kupilam olejek arganowy. Taki prawdziwy-prawdziwy Maluska, ciemna buteleczka - 50ml - 10 euro. No drogi no. Ale jest to czysty, tloczony na zimno olej. Zadnych dodatkow. Pachnie...hmmm ponoc troche jak kozi ser- nie mam pojecia jak pachnie kozi ser. Dla mnie troche tak ziemia, orzechowo, specyficznie, no ale nie oblewamy sie nim prawda? Olej arganowy stosuje rowniez na skore. Wilk mi podbiera na swoje skorne problemy as well. Swietnie nawilza. Regeneruje. Odzywia. Ponoc to najlepszy olej ever. Podstawowy skladnik w lazienkach Kobiet Wchodu.
Ja stosuje tak (to samo robie przy oliwie z oliwek): suche, nieumyte wlosy. nakladam na kilkanascie ostatnich cm wlosow-te najbardziej suche, lamliwe. Wczesuje takim dosc gestym grzebykiem. Zostawiam. Najlepiej na kilka godzin. Myje wlosy jak zawsze. Olejowanie naprawde duzo daje. Mysle, ze moje wlosy wygladalyby znacznie gorzej bez tego zabiegu. No i mam 100% pewnosci, ze nie laduje na nie zadnej chemii. Sama natura.
Dodam jeszcze przy temacie wlosow, ze ja ich nie susze. W sensie nie uzywam suszarki. Stad moj wieczny look na topielice.Nie uzywam pianek, lakierow. Moze raz/dwa na rok. Serio. Nie znosze gdy moje wlosy sa nieprzyjemne w dotyku.Kocham te wszystkie rozjebane wiatrem, lozkiem i inne takie fryzury, ktore wymagaja past, lakierow, pianek, woskow, ale na sama mysl o dotykaniu takich wlosow...brrrrr. Juz wole te swoje smetne wodospady.
KOLOR- No juz wspomnialam. Nie uzywam farby, farby od ponad 1,5 roku. Li i jedynie rozjasniacz na odrosty. Zostawiam go zwykle na jakies 10 minut(nigdy tak dlugo jak mowi instrukcja) zmywam i juz. Uzywam tonerow. 100 lat temu sprobowalam ManicPanic - fajne, fajne. Potem mialam klopoty z dostaniem, a potem pojawily sie nowe marki. W Oslo stosowalam STARGAZER. Wszelakie czerwienie. Mieszkalam ze soba rozne odcienie lub nakladalam ten sam. na moja dlugosc szlo zawsze poltora opakowania. Nie mniej, nie wiecej. Takie swobodne nakladanie - 1,5. Szczypalam sie kiedys i RAZ nalozylam tylko 1 buteleczke...hmmm.Kiepski pomysl, gdy masz dlugie i dosc geste wlosy. Just saying.
Na dzien dzisiejszy stosuje tonery Directions. Mnostwo absolutnie pieknych kolorow i odcieni. Tak jak przy poprzednim, zuzywam okolo 1,5 sloiczka. Tonery naklada sie na mokre, umyte wlosy BEZ ODZYWKI!. Ja zazwyczaj zostawiam na godzine lub wiecej. Splukuje i oto nadchodzi magiczny moment, ktory dawno temu polecila mi moja fryzjerka(tak, kiedys mialam swoja fryzjerke - ufalam Jej bezgranicznie) Na samiutki koniec plucze wlosy octem. Tak OCTEM. Na oko wlewam sobie troche octu do garnuszka, dolewam wody i splukuje. Zapach wietrzeje- bez obaw.Ale odradzam romantyczne potrzasanie puklami przed twarza lubego w dzien farbowania. Ocet zakwasza wlosy. Zamyka luski. Kolor trzyma sie dluzej. Serio. A i te wszystkie szampony z filtrami do wlosow farbowanych-bardzo polecam. Wydluzyly mi trwalosc koloru o ponad tydzien, tak jak sprawdzalam.
Ja nosilam: Mandarin, Atlantic, Rubine!! i Dark Tulip, ktorego tu nie ma akurat. Najwiecej komplementow zebralam za wlasnie Dark Tulip i Rubine. Absolutnie przepiekne kolory. Komplementy w stylu : alternatywna Barbie z fioletowymi wlosami, kucyk pony, lalka, jak z tumblr etc.etc. tylko mnie w tym utwierdzily. Zabieram sie tez za wyprobowanie tonera w kolorze bialym. Oczywiscie, pochwale sie sukcesem ..lub totalna porazka ;)
No, przebrnelam. Nastepny post pojdzie o pielegnacji cery.Takiej codziennej. Wlosy zajely tyyleee miejsca, ze postanowilam nie ladowac w to juz reszty. czuje sie troche dziwnie, umieszczajac tego typu notatke, ale w sumie nie ma dnia, zebym komus nie pomogla w tym temacie wiec czemu by nie :)
No, mam nadzieje, ze cokolwik, komukolwiek pomoglam i nie bylam za bardzo chaotyczna - co jest dla mnie normalne. Jakies pytania?
W Norwegii nauczylam sie dbania o skore i wlosy na wyzszym levelu. Sprzatajac domy innych ludzi, mialam swobodny wglad w szafki z kosmetykami, co moje baczne oko zawsze wychwytywalo i kodowalo w pamieci. Niektore z Pan, oddawaly mi rowniez kosmetyki, ktore im nie przypasily, uczulaly lub cos innego wiec mialam przyjemnosc probowania na sobie czegos, na co zazwyczaj nie wydalabym az tyle kasy. Koniec koncow jednak nauczylam sie, ze faktycznie w tych przypadkach cena szla w parze z jakoscia i skutecznoscia.
Niestety mam jakas dziwna skore i zadne L'oreale, Garniery czy inne tego typu rzeczy nie sprzyjaja mojej cerze. Zazwyczaj zatykaja mi pory i natychmiast moja twarz pokrywa sie warstewka potu (true story!) czego nienawidze - jak latwo sobie wyobrazic.
Jestem tez zwolenniczka wersji : zrob to sam lub eco. Produkty jak najbardziej bazowe, ogrodkowe, kuchenne i co tam jeszcze.
Ok. Zacznijmy od mojej obsesji - WLOSY. Wlosy sa bardzo wazna skladowa mojej osoby. Jak to kiedys pewien osobnik plci meskiej mnie podsumowal: "Kobieta idealna: wytatuowane cycki z dlugimi, rudymi wlosami." Tak... pomijajac fakt, ze akurat "cyckow" nie mam wytatuowanych i nie planuje (mysle, ze chodzilo calosc ja=kobieta=cycki), rude wlosy - opcjonalnie od momentu jak bawie sie tonerami. tak czy siak. Gdzie jestem ja, tam sa najpierw wlosy. Nie oszukujmy sie. Wszyscy je kochacie. Te moje wlosy ;) Zbieralam zawsze mnostwo komplementow za nie, na ulicy, od obcych. Tak zawsze bylo i poki co - nadal jest. od 16 roku zycia farbuje je rytualnie co miesiac-poltora. Zwykle drogeryjne farby. Zmienilo sie to 2 lata temu, gdy zaczelam uzywac tych fryzjerskich, a calkiem juz przestalam ponad 1,5 roku temu - tonery. Jedyne co to rozjasniam odrost. I tyle.
-Szampon. Szczerze mowiac - byl jaki, bez silikonu i najlepiej przezroczysty. Ma myc i tyle. Raz na ruski rok uzyje przeciwłupieżowego - profilaktyczni.
- Odzywka. Tu juz zaczynamy. Odzywke klade ZAWSZE. Nie ma opcji, zebym rozczesala wlosy bez tego specyfiku. No nie ma. Jak z jakiegos powodu nie mam odzywki (atak zombie, puste sklepy, porwanie i zostawienie mnie w lesie bez odzywki itp) nie rozczesuje wlosow. I juz. Schna sobie same. Z odzywkami nie szaleje. Takie sklepowe moga byc. Chodzi glowie o fakt, zebym bez klopotu rozczesala kudly. Jakies L'oreale sa w porzadku, aleeeee oni sa krolami jesli chodzi o testowanie na zwierzetach - staram sie wiec unikac tegoz. Lubie uzywac intensywnej maski firmy Aussie - do dlugich wlosow. Spisuje sie wysmienicie. I naprawde fantastycznie rozczesuje po tym wlosy. Chociaz to niby maska- ja uzywam tego jak odzywki - po kazdym myciu. Zauwazalna roznica na wlosach.
- maski - fryzjerskie. Tu nie szczedze grosza. Linie fryzjerskie sa naprawde spoko. W Oslo kroluje Redken, naprawde w porzadku produkty. Staram sie tez aby nie mialy jednak silikonu, ktory na dluzsza mete wysusza kudly, no ale to juz wiemy od dawna. Maski stosuje 1-2 razy na tydzien. I ZAMIAST odzywki. Nie przeciazam wlosow.
- inne. Inne to np.olejowanie lub zwykle wcieranie olejkow w koncowki. Uzywam zwyklej oliwy z oliwek, podobno olej kokosowy tez sie swietnie spisuje. Z Oslo przytargalam sobie olejek marokanski do wlosow - zabojczo piekny, gleboki, zapach. Az chce sie pasek z monetami zalozyc na biodra i krecic tylkiem do dzwiekow jakichs piszczalek.
Packam tym wlosy zaraz po umyciu, w dolne rejony, jeszcze na mokro. Zostawiam. Ewentualnie wcieram w suche - naprawde pieknie pachna pozniej caly dzien.
Ostatnio tez kupilam olejek arganowy. Taki prawdziwy-prawdziwy Maluska, ciemna buteleczka - 50ml - 10 euro. No drogi no. Ale jest to czysty, tloczony na zimno olej. Zadnych dodatkow. Pachnie...hmmm ponoc troche jak kozi ser- nie mam pojecia jak pachnie kozi ser. Dla mnie troche tak ziemia, orzechowo, specyficznie, no ale nie oblewamy sie nim prawda? Olej arganowy stosuje rowniez na skore. Wilk mi podbiera na swoje skorne problemy as well. Swietnie nawilza. Regeneruje. Odzywia. Ponoc to najlepszy olej ever. Podstawowy skladnik w lazienkach Kobiet Wchodu.
Ja stosuje tak (to samo robie przy oliwie z oliwek): suche, nieumyte wlosy. nakladam na kilkanascie ostatnich cm wlosow-te najbardziej suche, lamliwe. Wczesuje takim dosc gestym grzebykiem. Zostawiam. Najlepiej na kilka godzin. Myje wlosy jak zawsze. Olejowanie naprawde duzo daje. Mysle, ze moje wlosy wygladalyby znacznie gorzej bez tego zabiegu. No i mam 100% pewnosci, ze nie laduje na nie zadnej chemii. Sama natura.
Dodam jeszcze przy temacie wlosow, ze ja ich nie susze. W sensie nie uzywam suszarki. Stad moj wieczny look na topielice.Nie uzywam pianek, lakierow. Moze raz/dwa na rok. Serio. Nie znosze gdy moje wlosy sa nieprzyjemne w dotyku.Kocham te wszystkie rozjebane wiatrem, lozkiem i inne takie fryzury, ktore wymagaja past, lakierow, pianek, woskow, ale na sama mysl o dotykaniu takich wlosow...brrrrr. Juz wole te swoje smetne wodospady.
KOLOR- No juz wspomnialam. Nie uzywam farby, farby od ponad 1,5 roku. Li i jedynie rozjasniacz na odrosty. Zostawiam go zwykle na jakies 10 minut(nigdy tak dlugo jak mowi instrukcja) zmywam i juz. Uzywam tonerow. 100 lat temu sprobowalam ManicPanic - fajne, fajne. Potem mialam klopoty z dostaniem, a potem pojawily sie nowe marki. W Oslo stosowalam STARGAZER. Wszelakie czerwienie. Mieszkalam ze soba rozne odcienie lub nakladalam ten sam. na moja dlugosc szlo zawsze poltora opakowania. Nie mniej, nie wiecej. Takie swobodne nakladanie - 1,5. Szczypalam sie kiedys i RAZ nalozylam tylko 1 buteleczke...hmmm.Kiepski pomysl, gdy masz dlugie i dosc geste wlosy. Just saying.
Na dzien dzisiejszy stosuje tonery Directions. Mnostwo absolutnie pieknych kolorow i odcieni. Tak jak przy poprzednim, zuzywam okolo 1,5 sloiczka. Tonery naklada sie na mokre, umyte wlosy BEZ ODZYWKI!. Ja zazwyczaj zostawiam na godzine lub wiecej. Splukuje i oto nadchodzi magiczny moment, ktory dawno temu polecila mi moja fryzjerka(tak, kiedys mialam swoja fryzjerke - ufalam Jej bezgranicznie) Na samiutki koniec plucze wlosy octem. Tak OCTEM. Na oko wlewam sobie troche octu do garnuszka, dolewam wody i splukuje. Zapach wietrzeje- bez obaw.Ale odradzam romantyczne potrzasanie puklami przed twarza lubego w dzien farbowania. Ocet zakwasza wlosy. Zamyka luski. Kolor trzyma sie dluzej. Serio. A i te wszystkie szampony z filtrami do wlosow farbowanych-bardzo polecam. Wydluzyly mi trwalosc koloru o ponad tydzien, tak jak sprawdzalam.
Ja nosilam: Mandarin, Atlantic, Rubine!! i Dark Tulip, ktorego tu nie ma akurat. Najwiecej komplementow zebralam za wlasnie Dark Tulip i Rubine. Absolutnie przepiekne kolory. Komplementy w stylu : alternatywna Barbie z fioletowymi wlosami, kucyk pony, lalka, jak z tumblr etc.etc. tylko mnie w tym utwierdzily. Zabieram sie tez za wyprobowanie tonera w kolorze bialym. Oczywiscie, pochwale sie sukcesem ..lub totalna porazka ;)
No, przebrnelam. Nastepny post pojdzie o pielegnacji cery.Takiej codziennej. Wlosy zajely tyyleee miejsca, ze postanowilam nie ladowac w to juz reszty. czuje sie troche dziwnie, umieszczajac tego typu notatke, ale w sumie nie ma dnia, zebym komus nie pomogla w tym temacie wiec czemu by nie :)
No, mam nadzieje, ze cokolwik, komukolwiek pomoglam i nie bylam za bardzo chaotyczna - co jest dla mnie normalne. Jakies pytania?
sobota, 13 lipca 2013
I am the passanger and I ride and I ride...
Polowa naszej mikro rodziny zostala wyprawiona na wakacje. Jedna do Szkocji, druga do PL. Zostalismy sami z Wilkiem i kotami. Z tej okazji teraz to Wilk zostal Glownym Kierowca. W sumie jedynym kierowca..Tak czy siak nasza 1wsza wspolna przejazdzka wypadla bardzo dobrze. Strasznie sie stresowalam - nie bede ukrywac, ze generalnie wcale nie mialam ochoty usiasc obok Mojego Pana i dac sie wiezc gdzies tam hen i hohoh daleko. Z tej okazji, chwycilam Jego telefon, zeby zajac czyms histeryczny umysl. W ten oto sposob, mamy nasza 1wsza focie samochodowa, a ja juz drugi raz (dzis) jechalam z Wilkiem Lala. (Lala to imie Mazdy mojego Mamuta - Mamut to moja mama, wiem bywa to skomplikowane). Macie tez troche innej prywaty jak na przyklad rzeczonego Mamuta czy Izabelinde, ktorej na kilka godzin przed wyjazdem stworzylam wakacyjna fryzure. Poki co siedzimy sobie z Wilkiem w sloncu prze domem, cieszymy sie sobota i wdychamy zapach gnijacych zwlok dolatujacy sielsko z okolicznych krzakow.
Chcialam sie tez pochwalic, ze oto pada powli drugi tydzien mojego CODZIENNEGO pocenia sie z Jillian Michaels i musze przyznac, ze widze roznice..coz to bedzie za 3 miesiace? Killer body jak znalazl na zime ;)
More skull in skull.
Tadaaah!Naburmuszona ja. Ale lody naprawde byly przepyszne.
Mamut. I "dziarra". Czyli slynny portret Mamut z dziarra.
Rabarbarowe hery.
Super sliczna tu jestem. Najlepsza. Naj naj naj. ;)
1wszy prezent na zblizajace sie ćwierćwiecze Wilka.
Izabelind. Zwany tez moja siostra, bo pamietajmy, ze mam faktycznie najprawdziwsza, rodzona siostre :D To dla tych, ktorzy zyja w przekonaniu, ze jestem rozpieszczona jedynaczka, a wiem, ze sporo takich ludzi chodzi po swiecie.
poniedziałek, 8 lipca 2013
Zyjemy! Grillujemy.
Long time no see.
Niby nic sie nie dzieje, a jednak cos COS sie dzieje i tak nagle "znajduje siebie" nie piszaca notatek i w ogole jakas taka "omkłą". Brak polskich znakow tez mi utrudnia. AAAA. Marudzenie.
Tak czy siak lato szaleje, wakacje w pelni, wszyscy mamy upaly od Wysp po Pollandie, z "moja" Belgia posrodku. Nie ma co ukrywac: my swoje wakajcony juz mielismy. Tak, ten tydzien w maju w Pozanniu to byly swego rodzaju wakacje dla nas. Sad but true. Teraz sie przygotowywujemy do wynosin(oby jak najszybszych) z kraju krow, piwa i czekolady. Ciagle sobie roje w glowie, ze bedzie to na jesien. Bo tak jakos dobrze to mi wyglada : Londyn na jesien. Nieco jak z "epoki", wiktoriansko, cmentarnie, parkowo. Z kawa na wynos w rece(wiem, przeokrutnie hipstersko, ale naprawde, naprawdeeee malo rzeczy mnie tak cieszy i relaksuje jak ten smetny szwed po miescie z kubkiem kawy na wynos. Koniec kropka. Na czym to stanelam?a tak, ze ta kawa na wynos, parki, wszelakie odmiany klonow z tymi absolutnie powalajacymi kolorami lisci. Szkoda, ze mamy tylko jendo slowo na jesien i brzmi ono, no coz..jesien. Po ang. uczyli nas w szkole iz jest to "autumn", ale ja o wiele bardziej wole slowko "fall". Az slysze ten szmer opadajacych lisci. Ale ale zapedzilam sie. Jest ledwie poczatek lipca, a ja juz poczulam zapach fall'a. Koniec, wroc.
Jak lato to i grille. Tez jednego popelnilismy. A tak w ogole to czas weekendowy zlatuje nam ost. na zakupach, gdyz polowa naszej 4os. rodziny wybiera sie na dniach na swoje wakacyje. Niektorzy wracaja na 3 tyg.na lono ojczyzny, a inni pedza w odwrotnym kierunku do miasta London, a potem kierunek: Szkocja. Zostajemy wiec z Wilkiem i z kotami. Watacha kotow. Mamy tez samochod do dyspozycji, troche likendowych planow, nowy gps i poki co - cudna pogode. Zamierzam pokazac Wam i sobie ;) ze moje zycie potrafi byc "priti kul". Oczekujcie wiec nawalu zdjec (Wilk nabyl nowego smartfona wiec wiecie, wkraczamy z wielkim opoznieniem, ale wkraczamy w instagramy ... ;) ) Taaak, teraz kiedy juz wszyscy sie wystarczajaco podekscytowalismy, troche zdjec :), a tak o z wilczego domostwa.
Czasami kupuje zimowe czapki w czerwcu. Sczegolnie wtedy, gdy zamiast 20 euro kosztuja 4 ;) I byl taki dzien, ze moglam ja zalozyc, byl!
Misiaczeeeeeeek
Glowna atrakcja grilla.
<3
Home made burgery z grilla oraz warzywa, ktore sie okazaly byc totalna porazka.
Tak plowieja/wyplukuja sie wlosy po pamietnym, totalnym różu.
Tiburg,
To Moj Mamut :)
Mistrz Grilla of kors.
Niby nic sie nie dzieje, a jednak cos COS sie dzieje i tak nagle "znajduje siebie" nie piszaca notatek i w ogole jakas taka "omkłą". Brak polskich znakow tez mi utrudnia. AAAA. Marudzenie.
Tak czy siak lato szaleje, wakacje w pelni, wszyscy mamy upaly od Wysp po Pollandie, z "moja" Belgia posrodku. Nie ma co ukrywac: my swoje wakajcony juz mielismy. Tak, ten tydzien w maju w Pozanniu to byly swego rodzaju wakacje dla nas. Sad but true. Teraz sie przygotowywujemy do wynosin(oby jak najszybszych) z kraju krow, piwa i czekolady. Ciagle sobie roje w glowie, ze bedzie to na jesien. Bo tak jakos dobrze to mi wyglada : Londyn na jesien. Nieco jak z "epoki", wiktoriansko, cmentarnie, parkowo. Z kawa na wynos w rece(wiem, przeokrutnie hipstersko, ale naprawde, naprawdeeee malo rzeczy mnie tak cieszy i relaksuje jak ten smetny szwed po miescie z kubkiem kawy na wynos. Koniec kropka. Na czym to stanelam?a tak, ze ta kawa na wynos, parki, wszelakie odmiany klonow z tymi absolutnie powalajacymi kolorami lisci. Szkoda, ze mamy tylko jendo slowo na jesien i brzmi ono, no coz..jesien. Po ang. uczyli nas w szkole iz jest to "autumn", ale ja o wiele bardziej wole slowko "fall". Az slysze ten szmer opadajacych lisci. Ale ale zapedzilam sie. Jest ledwie poczatek lipca, a ja juz poczulam zapach fall'a. Koniec, wroc.
Jak lato to i grille. Tez jednego popelnilismy. A tak w ogole to czas weekendowy zlatuje nam ost. na zakupach, gdyz polowa naszej 4os. rodziny wybiera sie na dniach na swoje wakacyje. Niektorzy wracaja na 3 tyg.na lono ojczyzny, a inni pedza w odwrotnym kierunku do miasta London, a potem kierunek: Szkocja. Zostajemy wiec z Wilkiem i z kotami. Watacha kotow. Mamy tez samochod do dyspozycji, troche likendowych planow, nowy gps i poki co - cudna pogode. Zamierzam pokazac Wam i sobie ;) ze moje zycie potrafi byc "priti kul". Oczekujcie wiec nawalu zdjec (Wilk nabyl nowego smartfona wiec wiecie, wkraczamy z wielkim opoznieniem, ale wkraczamy w instagramy ... ;) ) Taaak, teraz kiedy juz wszyscy sie wystarczajaco podekscytowalismy, troche zdjec :), a tak o z wilczego domostwa.
Czasami kupuje zimowe czapki w czerwcu. Sczegolnie wtedy, gdy zamiast 20 euro kosztuja 4 ;) I byl taki dzien, ze moglam ja zalozyc, byl!
Misiaczeeeeeeek
Glowna atrakcja grilla.
<3
Home made burgery z grilla oraz warzywa, ktore sie okazaly byc totalna porazka.
Tak plowieja/wyplukuja sie wlosy po pamietnym, totalnym różu.
Tiburg,
To Moj Mamut :)
Mistrz Grilla of kors.
wtorek, 4 czerwca 2013
Poznan miasto doznan czyli tygodniowe mini wakacjony.
Czas tak przelecial, ze az nie wiem. Nic nie wiem. Ledwo chwile temu byl poczatek maja, potem nagle koncowka i nasz wylot do PL, a tu juz jestesmy back in da \BE i tylko siedze z lekka oglupiala.
Tydzien w Poznaniu byl tak bardzo WOW. Malo spalam, duzo sie dzialo, mnostwo ludzi, nowe knajpki, miejscowki, budynki - Poznan rosnie. Az czlowiek moze zatesknic. Jednak co sie nie zmienia to mimo wszystko mentalnosc ludzka - nadal sie tam czuje jak 1osobowy cyrk na ulicy... no i zycie-zycie. Bylam autentycznie przerazona cenami wszystkiego. A zyj tu czlowieku za 1.500 zeta miesiecznie.
Tak czy siak na tyle na ile moglam (haha) staralam sie zrelaksowac, nie martwic niczym chociaz wlansie ten tydzien i nacieszyc wszystkim. Tak chcialam tez polecic pare miejsc w Poznaniu, ktorych nie znalam, a ktore na bank bede odwiedzac za kazdym jednym razem.
- Manekin - nalesnikarnia na Kwiatowej (tuz przy deptaku) no cos wspanialego! Nalesniory wielkie jak kola mlynskie, na slodko, na ostro, a juz fenomenem jest spaghetti nalesnikowe! Ja osobiscie wsunelam opcje z kurczakiem, kurkami i rukola i moglabym tak codziennie.
- Republika Roz - jak na moje jedna z naprawde nielicznych miejscowek gdzie sniadanie sie dostanie o 8 rano, i to takie hej i ho bardzo fensi bez nadetych cen, za to w cudownym wystroju. Szukac na Placu Kolegiackim i koniecznie brac te grillowane kanapki z kielkami, awokado i kurczakiem!
- Swieta Krowa - burgerownia, tez na Kwiatowej. Bylismy nawet swiadkiem mini pozaru (akurat plonelo zamowienie Wilka) bardzo malownicze to wszystko bylo. Burgery macie z grilla, naprawde soczyste, w swietnej bule (nigdy takiej nie jadlam!) i spoko zapakowane-nic nie cieknie, nie paprze, nie brudzi.
-Sushi 77 na Woznej przy Starym Rynku , to sieciowka, ale naprawde WOW. Zaluje, ze tylko raz zdazylismy tam pobiec przed wyjazdem, ale wrocimy tam bankowo, tym bardziej, ze dostalismy karte Stalego Klienta ;) ze szczodra znizka :)
Poza chodzeniem i jedzeniem (mogloby sie zdawac, ze generalnie tylko to robilismy), nabylismy tez stos ksiazek (sztuk: 9) czym jaram sie niesamowicie i byly to jedne z najpiekniejszych ksiazkowych zakupow jakie mialam. Wilk wyjmowal z moich rak, kazda jedna, ktora mi sie spodobala i ustawial w zgrabny stosik, z ktorym udal sie potem do kasy... czysty, wielki dowod milosci.
A wlasnie! Milosc. Poznan to fajne miasto na Milosc. Wiedzieliscie o tym? Na wieczorne spacery/szwedy, bez celu, siadanie na trawie, w parkach, przy fontannach. Na kawy, randki w knajpach, dlugie rozmowy. Poznajesz czlowieka, ktorego Ci "dano" jeszcze raz i jeszcze raz i ..jeszcze raz.. Otwierasz takie szufladki, o ktorych myslalas, ze albo ich nie ma albo dawno zgubilas do nich klucz. Troche sie balam tego wyjazdu, bo to w sumie mial byc taki troche sprawdzian. Zdany, obroniony. Love kwitnie.
Tak czy owak nabawilam sie, mialam nawet raz!!! kaca, wielka sprawa po prawie 2 latach niepicia at all. Mysle, ze stan taki 0 % jest naprawde super. Jednak ten jeden kac mi przypomnial jakie sa konsekwencje paru godzin ostrzejszej zabawy - caly nastepny zmarnowany dzien.
No coz ja moge, ze to zawsze bylo all about tattoos & hair ;)
Wilk w Manekinie z nalesniorami a la rafaello, a na 1wszym planie moje, o ktorych juz pisalam <3 yum!
Ulubiony spot do larwienia sie w Poznaniu, na sloncu.
Wilkowe rodzenstwo S&S :)
Zdecydowanie jedno z moich ulubionych ;) Jak widac Wilk zaczal w koncu wymarzony rekaw u Marcina vel |Rogala - Jazz tattoo.
Bez foty z Rojkiem w Bazylu to nie liczy sie zaden wyjazd do Poznania.
No i na koniec MY - bohaterowie wyjazdu do Poznania :)
Tydzien w Poznaniu byl tak bardzo WOW. Malo spalam, duzo sie dzialo, mnostwo ludzi, nowe knajpki, miejscowki, budynki - Poznan rosnie. Az czlowiek moze zatesknic. Jednak co sie nie zmienia to mimo wszystko mentalnosc ludzka - nadal sie tam czuje jak 1osobowy cyrk na ulicy... no i zycie-zycie. Bylam autentycznie przerazona cenami wszystkiego. A zyj tu czlowieku za 1.500 zeta miesiecznie.
Tak czy siak na tyle na ile moglam (haha) staralam sie zrelaksowac, nie martwic niczym chociaz wlansie ten tydzien i nacieszyc wszystkim. Tak chcialam tez polecic pare miejsc w Poznaniu, ktorych nie znalam, a ktore na bank bede odwiedzac za kazdym jednym razem.
- Manekin - nalesnikarnia na Kwiatowej (tuz przy deptaku) no cos wspanialego! Nalesniory wielkie jak kola mlynskie, na slodko, na ostro, a juz fenomenem jest spaghetti nalesnikowe! Ja osobiscie wsunelam opcje z kurczakiem, kurkami i rukola i moglabym tak codziennie.
- Republika Roz - jak na moje jedna z naprawde nielicznych miejscowek gdzie sniadanie sie dostanie o 8 rano, i to takie hej i ho bardzo fensi bez nadetych cen, za to w cudownym wystroju. Szukac na Placu Kolegiackim i koniecznie brac te grillowane kanapki z kielkami, awokado i kurczakiem!
- Swieta Krowa - burgerownia, tez na Kwiatowej. Bylismy nawet swiadkiem mini pozaru (akurat plonelo zamowienie Wilka) bardzo malownicze to wszystko bylo. Burgery macie z grilla, naprawde soczyste, w swietnej bule (nigdy takiej nie jadlam!) i spoko zapakowane-nic nie cieknie, nie paprze, nie brudzi.
-Sushi 77 na Woznej przy Starym Rynku , to sieciowka, ale naprawde WOW. Zaluje, ze tylko raz zdazylismy tam pobiec przed wyjazdem, ale wrocimy tam bankowo, tym bardziej, ze dostalismy karte Stalego Klienta ;) ze szczodra znizka :)
Poza chodzeniem i jedzeniem (mogloby sie zdawac, ze generalnie tylko to robilismy), nabylismy tez stos ksiazek (sztuk: 9) czym jaram sie niesamowicie i byly to jedne z najpiekniejszych ksiazkowych zakupow jakie mialam. Wilk wyjmowal z moich rak, kazda jedna, ktora mi sie spodobala i ustawial w zgrabny stosik, z ktorym udal sie potem do kasy... czysty, wielki dowod milosci.
A wlasnie! Milosc. Poznan to fajne miasto na Milosc. Wiedzieliscie o tym? Na wieczorne spacery/szwedy, bez celu, siadanie na trawie, w parkach, przy fontannach. Na kawy, randki w knajpach, dlugie rozmowy. Poznajesz czlowieka, ktorego Ci "dano" jeszcze raz i jeszcze raz i ..jeszcze raz.. Otwierasz takie szufladki, o ktorych myslalas, ze albo ich nie ma albo dawno zgubilas do nich klucz. Troche sie balam tego wyjazdu, bo to w sumie mial byc taki troche sprawdzian. Zdany, obroniony. Love kwitnie.
Tak czy owak nabawilam sie, mialam nawet raz!!! kaca, wielka sprawa po prawie 2 latach niepicia at all. Mysle, ze stan taki 0 % jest naprawde super. Jednak ten jeden kac mi przypomnial jakie sa konsekwencje paru godzin ostrzejszej zabawy - caly nastepny zmarnowany dzien.
No coz ja moge, ze to zawsze bylo all about tattoos & hair ;)
Wilk w Manekinie z nalesniorami a la rafaello, a na 1wszym planie moje, o ktorych juz pisalam <3 yum!
Ulubiony spot do larwienia sie w Poznaniu, na sloncu.
Wilkowe rodzenstwo S&S :)
Zdecydowanie jedno z moich ulubionych ;) Jak widac Wilk zaczal w koncu wymarzony rekaw u Marcina vel |Rogala - Jazz tattoo.
Bez foty z Rojkiem w Bazylu to nie liczy sie zaden wyjazd do Poznania.
poniedziałek, 6 maja 2013
Cos dla duszy, coś dla oczu, coś dla uszu...czyli co kocham ja i może i potem Wy :) part I
Dzis zobaczylam nowy plakat 3 sezonu, jednego z wg mnie, kultowych seriali. Natchnelo mnie nieco, bo od razu wyobrazilam sobie w jakich okolicznosciach bede go ogladac. Potem spedzilam pol dnia na tumblr jarajac sie niemilosiernie, teskniac, zachwycajac, wzruszajac czy usmiechajac. I tak stwierdzilam, ze fajnie bedzie sie troche uzewnetrznic i pokazac cos o mnie.No wiecie, jakbyscie kiedys chcieli mi prezent dac ;)
Na poczatek prosze, koty, tatuaze, dlugie wlosy czyli w sumie \Grubalda i ja :
Na poczatek prosze, koty, tatuaze, dlugie wlosy czyli w sumie \Grubalda i ja :
Wyzej omowiony plakat. Premiera przewidziana jest jakos pazdziernikowo. Wobec mniej lub bardziej niesmialych planow zamierzamy juz wtedy tak jakos rezydowac w miescie |London. Wyobrazcie sobie, przytulne londyskie male mieszkanko, za oknem pazdziernikowy wieczor, a w srodku goraca czekolada, karmelowe muffiny, kocyk z gatunku tych mega miekkich, kot, tajemnicze swiatelko i....
Mam tez oczywiscie olbrzymia slabosc do wytatuowanych mezczyzn. Z broda. Mniejsza, wieksza, ale generalnie to tak to jest. Nie oszukujmy sie, tribalowe ramie nie sprawi, ze spadna mi majtki ... :] Jestem strasznie wyczulona na techniczne niuanse.Nie pochwale buraka,nie bede udawac, ze jest fajnie jak nie jest. Ponizszy fot jest ku czci Mojego Wlasnego Mezczyzny, ktory w tym miesiacu zaczyna rekaw u Marcina w JazzTattoo. Nieoczekiwanie lub moze wcale nie tak nieoczekiwanie :P praca bedzie stricte w stylistyce japonskiej, stad:
Mam tez straszna obsesje na punkcie swojego wieku. W mojej glowie wciaz mam 21 lat, a tu hohohoh... Wiec walcze kremami, kropelkami mlodosci i czym tam jeszcze i chocbym wygladala jak 5latka..to i tak :
Kolejna rzecz zatruwajaca mi zycie (i przysparzająca mi zmarszczek...) to... i tyle w temacie.Nie umiem inaczej.Macie jakies sprawdzone sposoby, zeby walczyc z cholerstwem\?
Wszystko co jest zwiazane z koczowniczym trybem zycia.|Motory, stare samochody, roadtripy, route 66, brodaci faceci (znow!) z Lana Del Rey na motorze ;). Caly ten klimat drogi..tak Klimat Drogi.
Wlasnie internet zwolnil mi niemozliwie wiec przyjmijmy, ze to koniec czesci I...druga soon :)
sobota, 4 maja 2013
Kolejne o niczym ze zdjeciami.
Kolejna sloneczna sobota. Calutki majowy likend swiecilo slonce, bylo cieplo, pilam ginger ale i relaksilam sie na dworze. (no dobra, zrobilam tez pranie). Takze dzis znow bylismy w Eindhoven. Nasza ulubiona miejscowka zakupowa. Panie nabyly laptopa (big deal), ja dostalam "krople mlodosci" :P z Body Shopu (nie dlatego, ze musze, ale dlatego, ze mysle ze musze i ciagle histeryzuje nad ewentualna nowa zmarszczka). Szykuja sie tez nam kolejne zmiany. Czym byloby moje zycie bez zmian? Od ostatnich minely 3 miesiace - za dlugi okres spokoju ... :]
Ale o tym kiedys. PO zmianach :)
Z takich mniejszych to znow mam inny kolor na glowie. Powiedzmy, ze back to the roots, czyli na salony wkroczy marchewa o nazwie mandarin ;) . Ciagle uzywam tonerow Directions wiec uparcie podaje nazwy kolejnych kolorow, gdyby ktos chcial pojsc w me slady i sie pobawic kudlami.
Za 3 tygodnie o tej porze bede juz w Poznaniu . Oby dopisala pogoda, bo chyba serce mi peknie gdy calutki tydzien spedze w moim rodzinnym miescie w strugach deszczu i przy jakichs niskich temperaturach. Nie tak sobie wymarzylam i zaplanowalam, oj nie tak.
Mysle nad popelnieniem posta o kosmetykach, ktorych ja uzywam, bo zrobilam spory progres w tym temacie. Zarowno do wlosow jak i stricte do ryja-pielegncyjnych oraz "kolorowych". Moze byc fajnie. Pobawie sie w dziennikarke Cosmo czy innej Pani Domu. Haj lajf normalnie.
A teraz fociszcza, a co tam.
Tak bardzo bez makijazu i troche wymeczona, wybaczcie, ale wlosy, wlooosy.Nadal mokre.
W sumie, z dupy, bo koszulke tu zakrylam, a jest obledna <3 Wytatuowana pani w bieliznie - oto co przedstawia. Kiedys wrzuce caly set moich ukochanych koszulek. Uwierzcie, mam kilka naprawde takich ach! perełek.
Izabelind w niebieskimi koncowkami.
Powiedzmy, ze to Wilk i Jego bryczka ;)
Na zyczenie Matti :)
:)
Helmond, czekajac na. Wszyscy pala, ja robie zdjecia.
Ale o tym kiedys. PO zmianach :)
Z takich mniejszych to znow mam inny kolor na glowie. Powiedzmy, ze back to the roots, czyli na salony wkroczy marchewa o nazwie mandarin ;) . Ciagle uzywam tonerow Directions wiec uparcie podaje nazwy kolejnych kolorow, gdyby ktos chcial pojsc w me slady i sie pobawic kudlami.
Za 3 tygodnie o tej porze bede juz w Poznaniu . Oby dopisala pogoda, bo chyba serce mi peknie gdy calutki tydzien spedze w moim rodzinnym miescie w strugach deszczu i przy jakichs niskich temperaturach. Nie tak sobie wymarzylam i zaplanowalam, oj nie tak.
Mysle nad popelnieniem posta o kosmetykach, ktorych ja uzywam, bo zrobilam spory progres w tym temacie. Zarowno do wlosow jak i stricte do ryja-pielegncyjnych oraz "kolorowych". Moze byc fajnie. Pobawie sie w dziennikarke Cosmo czy innej Pani Domu. Haj lajf normalnie.
A teraz fociszcza, a co tam.
Tak bardzo bez makijazu i troche wymeczona, wybaczcie, ale wlosy, wlooosy.Nadal mokre.
W sumie, z dupy, bo koszulke tu zakrylam, a jest obledna <3 Wytatuowana pani w bieliznie - oto co przedstawia. Kiedys wrzuce caly set moich ukochanych koszulek. Uwierzcie, mam kilka naprawde takich ach! perełek.
Izabelind w niebieskimi koncowkami.
Powiedzmy, ze to Wilk i Jego bryczka ;)
Na zyczenie Matti :)
:)
Helmond, czekajac na. Wszyscy pala, ja robie zdjecia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































