Mam nowe, fajne lokum do pokazania :) Generalnie jestem zakochana w dzielnicy, w ulicy, w lokalach, które się tam znajdują i to jest bardzo pewne, że w przyszłości będę właśnie tam szukać czegoś do wynajęcia. Absolutny ideał. Tuż przy porcie. Wystarczy 5 minutowy spacer w dół ulicy, żeby znaleźć się nad wodą. 10 minutowy spacer, żeby dojść do Aker Brygge i ok 15-20 żeby być w stricte centrum-centrum. Jednocześnie jest to naprawdę cicha i spokojna okolica. Sposób w jaki słońce rozlewało się tam po fasadach i oknach dzisiejszego poranka...magia.
Bardzo mi się spodobało to wyłożenie prysznica kamieniami. Niesamowity masaż dla stóp.
Łóżko sięga mi do pasa :D a to jakie jest miękkie...ktoś chyba pozazdrościł Królewnie na ziarnku grochu.
A to taki bonus ;) Znów fajnie jest być Skandynawem. Nawet Garnier robi stricte dla Twoich włosów szampon :D Nordic hair rulez.
wtorek, 13 marca 2012
poniedziałek, 12 marca 2012
Z racji krótszej dziś pracy, poszłam sobie we wczesnych godzinach przedpołudniowych polarwić się na nadbrzeże. Pogoda jak widać na zdjęciach - absolutnie cudowna. Sukcesywnie zdejmowałam poszczególne części odzienia, począwszy od skórzanej kurtki, aż zostałam w ..tiszercie <3 i spodniach oczywiście ;) Nie tylko ja wpadłam na ten genialny pomysł i calutkie Aker Brygge pełne było stęsknionych słońca spacerowiczów. Wszyscy lanczowali w restauracjach bądź jak ja - siedzieli na drewnianym nabrzeżu, pili kawę, czytali, opalali się. W takich chwilach mam uczucie absolutnego przynależenia i bycia we właściwym miejscu. Moja europejska California.
Byłam też na zakupach i odkryłam całkiem cudowne 2 sklepy. Absolutnie już wiem, gdzie Norwegowie m.in.dekorują swoje domostwa. Kubki z sowami (Basiaaaa :D ), poduszki z maharadżą jakimś tam, wielka mozaika złożona ze zdjęć przepięknych drzwi wejściowych, do zawieszenia na ścianie, metalowe tabliczki ostrzegawcze przed psem czy nawołujące do brania prysznica, tysiące bibelotów, zastawy z ryżowej masy w takich kolorach, że głowa mała albo fartuszki kuchenne z wielką czachą. To i wiele więcej. Na fali emocji nabyłam syrop karmelowy do kawy i zrobiłam na szybko jedno zdjęcie, które nie do końca oddaje urok kolorystyczny tejże ryżowej zastawy. Będę nabywać sukcesywnie.
piątek, 9 marca 2012
Dziś cudne mieszkanie w dzielnicy portowej. Należy do młodej pary, przemiłych ludzi. Mają taki dziwny, kamienny stolik, który można myć tylko czysta mokrą szmatka, bo inaczej...,wielka niewiadoma, ale nie ryzykuje i nie sprawdzam co się stanie jak przelecę to szmatka z płynem, myślę, ze nie stać mnie przez najbliższy rok na takie eksperymenty :P > Mieszkanko jak zwykle w kolorystyce skandynawskiej: biel, biel łamana, beże, brązy etc.etc. Jak już wspominałam nie wyobrażam sobie mieszkać w takich barwach, ale oglądać lubię. Miłe i spokojne dla oka.
.
poduszki, poduszki i wszystko to poduszki.
Słynny kamienny stolik.
na koniec jeszcze dodam taki smaczek z wczoraj. Idę sobie po pracy ulicą, podziwiam kamienica i nagle z przeciwka idzie sobie Pan Menel. Pana Menela poznajemy po garderobie, starym wózku wypełnionym "skarbami" z poświęceniem pchanym przed sobą i oczywiście czapką na "bama" i takimiż rękawiczkami wełnianymi bez paluchów. I idzie sobie. I niech idzie, Bozia daj mu zdrowie. Nic w tym dziwnego. Gdy nagle z miną maklera giełdowego Pan Menel sięga do kieszeni i wyciąga bijącego po oczach bielą Iphona i odbywa pasjonująca rozmowę telefoniczną. No i tyle. Fajnie jest być Panem Menelem w Norwegii. Stać Cię na Iphona. <3
czwartek, 8 marca 2012
Jedno z moich ulubionych mieszkań ze względu na to, że Właściciele są 120% fanami pop kultury. Wiązę się to z cudownymi książkami, albumami, a także naprawdę fajnym i w temacie wystrojem wnętrza. Mam na myśli głównie salon, bo reszta mieszkanka jest taka dość zwyczajna. Pomijając fakt, że Pani Domu ma obsesje na punkcie podłóg i list przypodłogowych, które to JA muszę gąbką szorować co tydzień.
Osobista dygresja: Pani jest w ciąży(patrz krem na rozstępy i wuchta książek pro temat) i naprawde nie wiem gdzie umieszczą to dziecko (mikro sypialnia zmieści może karton na buty dodatkowo).
Jutro dam notke bardziej opisową, ponieważ dzisiejszy dzień wymaga osobnej notatki, naprawde.
Osobista dygresja: Pani jest w ciąży(patrz krem na rozstępy i wuchta książek pro temat) i naprawde nie wiem gdzie umieszczą to dziecko (mikro sypialnia zmieści może karton na buty dodatkowo).
Jutro dam notke bardziej opisową, ponieważ dzisiejszy dzień wymaga osobnej notatki, naprawde.
sobota, 4 lutego 2012
Muminkowe kubki, różowe lustra i winyle.
Dziś pokaże Wam zdjęcia z jednego z moich ulubionych domów, w których pracuje :)
Pani domu jest niesamowitym słit hartem i absolutnie uwielbiam Jej gust w kwestii urządzania wnętrz. Może tylko kanapę bym Jej nakazała inną, bo ta do odkurzania to koszmar ;)
Muminkowe kubki mnie rozczuliły do granic
sypialenka
to TA kanapa
A tak przechowują Muzykę, przez duże "M" :)
Co jakiś czas wrzucę parę fot z miejsc pracy, żebyście mogli się zorientować/popodziwiać stylówke wnętrzarską w Norwegii :) Fociłam telefonem, bo noszenie tej super profesjonalnej kolubryny to byłaby mordęga.
Pani domu jest niesamowitym słit hartem i absolutnie uwielbiam Jej gust w kwestii urządzania wnętrz. Może tylko kanapę bym Jej nakazała inną, bo ta do odkurzania to koszmar ;)
Muminkowe kubki mnie rozczuliły do granic
sypialenka
to TA kanapa
A tak przechowują Muzykę, przez duże "M" :)
Co jakiś czas wrzucę parę fot z miejsc pracy, żebyście mogli się zorientować/popodziwiać stylówke wnętrzarską w Norwegii :) Fociłam telefonem, bo noszenie tej super profesjonalnej kolubryny to byłaby mordęga.
środa, 25 stycznia 2012
Misz-masz, czyli bez tematu
Pochorowało się dziecko. Czyli siedzę w wyrze, aparat leży odłogiem, ale chyba wybiorę się w łikend trochę pofocic zaśnieżoną Norwegię, bo czuję wyrzuty sumienia, iż ost. notatki były bezfociarskie.
Póki co wychodząc z domu do pracy zapadam się PO kolana w zaspach, co jest całkiem nowym doświadczeniem dla mnie :) i dla moich rebli było nie było ;) Zabawnie jest również przy ruszaniu samochodem z tych zasp. prawdziwe rodeo. A jakie driftyyyyy!! panieeee! <3 Uwielbiam jezdzic samochodem z moim tatą. Zaczynam się również bojowo nastawiać, żeby się wybrać do studia tatuażu, do którego dostałam osobiste zaproszenie<lans> w celu "zapoznania nowych znajomych"<cytat>. Ile można siedzieć w łikend w domu :/ Upijanie się na skajpie ma swoje zabawne strony, ale wolę już mieć kaca po czymś bardziej namacalnym.
Myślę, że któraś z najbliższych notek potraktuje trochę o wnętrzach "wikingowskich". Popytam, może pozwolą mi robić zdjęcia swoich mebli czy co ciekawszych rozwiązań wnętrzarskich :) Powolutku też zaczynam spoglądać w stronę szkicownika. Chyba będę go wozić ze sobą, bo najlepsze pomysły mam w tramwaju lub Tbanie o czym oczywiście zapominam jak tylko zdejmę buty w domu. Tak czy owak Oslo działa dość ożywczo na mój umysł,a to tylko zima :) Czekamy na wiosnę.
Póki co wychodząc z domu do pracy zapadam się PO kolana w zaspach, co jest całkiem nowym doświadczeniem dla mnie :) i dla moich rebli było nie było ;) Zabawnie jest również przy ruszaniu samochodem z tych zasp. prawdziwe rodeo. A jakie driftyyyyy!! panieeee! <3 Uwielbiam jezdzic samochodem z moim tatą. Zaczynam się również bojowo nastawiać, żeby się wybrać do studia tatuażu, do którego dostałam osobiste zaproszenie<lans> w celu "zapoznania nowych znajomych"<cytat>. Ile można siedzieć w łikend w domu :/ Upijanie się na skajpie ma swoje zabawne strony, ale wolę już mieć kaca po czymś bardziej namacalnym.
Myślę, że któraś z najbliższych notek potraktuje trochę o wnętrzach "wikingowskich". Popytam, może pozwolą mi robić zdjęcia swoich mebli czy co ciekawszych rozwiązań wnętrzarskich :) Powolutku też zaczynam spoglądać w stronę szkicownika. Chyba będę go wozić ze sobą, bo najlepsze pomysły mam w tramwaju lub Tbanie o czym oczywiście zapominam jak tylko zdejmę buty w domu. Tak czy owak Oslo działa dość ożywczo na mój umysł,a to tylko zima :) Czekamy na wiosnę.
czwartek, 12 stycznia 2012
dzień po norwesku
Troche ciszą zaleciało, ale brak czasu, brak weny-wybaczcie.
Tak sobie chodze codziennie do pracy, przemierzam miasto o różnych porach, oglądam, czasem słucham.Ale głównie się wgapiam. Pisałam juz o wieczornych zwyczajach Norwegów.Teraz może tych dziennych.
Niezależnie , o której rano bym nie szła czy to będzie 8.00 czy 11.00 kafejki są pełne. Norwegowie to kawiarze! Większośc ma super łałałiła expresy ciśnieniowe w domu, a Ci co nie mają <bądz nie chce im sie robić> wylegaja tłumnie do kafejek. U nas zwyczajowo można sobie wejśc i usadowić się z tyłkiem od ok 10-11, cóż, tu już na pewno od 8ej rano tego typu przybytki są czynne. Ciemno na ulicach (dzień zaczyna sie ok.9.30.....), ale w witrynach coffeeshopów siedza już ludzie. Czytają gazety, piją kawy z wielkich kubasów, rozmawiają. Co ich skłania do tego o tak dziwnej porze? Nie mam pojęcia, ale bardzo mi sie to podoba. Jestem skłonna założyć, że wychodzą z domu do pracy, nawet te 15 min. wczesniej, żeby zahaczyć o ulubiona kafeję i na luzaku rozpocząć dzień.
W godzinach południowych nastepuje zmiana warty i przy stolikach zalegają matki z dziećmi(wózki obowiązkowo przed kawiarnią), a także pary mieszane w średnim wieku iiiii.... panowie ok 40-50 w sweterkach, z gazetą, wybitnie się nigdzie NIE spieszący. Się zastanawiam jaką panowie mają prace, że tak w środku dnia mogą sobie wyjśc i siedziec i popijać latte czy inne espresso bez spiny. Może płaca im własnie za zapełnianie okien wystawowych tychże kawiarni? Nie wiem, ale byłaby to wymarzona praca dla mnie. Też ładnie wyglądam w sweterku. I potrafię czytać.
Rodzice bez problemu zwalniają się z pracy wczesniej byleby tylko podwiezc czy odebrac skądś swoje pociechy. Dziś Marianna (przecudowna, przemiła) została w domu i troche mi właziła pod nogi, tylko dlatego, że wróciła na pare tyg. Jej córka do domu i chciała młodej damie zrobić sniadanie oraz wielkie latte(ekspres cisnienowy welcome to). Mother-daughter time <3 Często też wpadają wcześniej, żeby popracować w domu na spokojnie. Mysle, że potem jak ja już sobie ide do domu, zostawiając ich w czystym, pachnącym przybytku mieszkalnym, gotują jakiś zdrowy obiad po czym grupowo udają się na stoki, póki jest jeszcze dośc jasno. Na te stoki to jeżdżą już w sumie od rana, z pełnym ekwipunkiem. Ostatnio widziałam pania ok. 60-70, dziarsko niosła narty, ubrana w skafander :)
Tak więc przeciętny dzień Norwegów widac jest całkiem przyjemny. Na ulicach nie pędzą, nie biegną, nie pchają się. Wstają w ostatniej chwili na przystanku, zatrzymują się, oglądają, rozmawiają(wiem, koszmar każdego Polaka). Piją kawę J i pędęm wracają do swoich domów/dzieci. Powolutku uczę się od nich tego troche wolniejszego życia, tego jakiegoś niewymuszonego luzu i bezstresowego dnia. Jedyne co jest niezmienne- rano w Tbanie są jeszcze bardziej nieprzytomni niż ja :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































